• Wpisów:7
  • Średnio co: 213 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:35
  • Licznik odwiedzin:1 338 / 1705 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Chcę mówić o wszystkim, ale nie powiem Ci moich sposobów na stawanie się chudszą, bo nie chce żebyś sie nimi posłużyła. Uważam że to największy błąd, mówić, o swoich sposobach chudnięcia. Jeśli jesteś w ciągu uznasz że jestem wredna, bo nie chce się podzielić, wiem sama tak często sądziłam, ale nie robię tego ze złośliwości, bo prostu wiem ile zabrała mi choroba i nie chcę Ci pomóc zniszczyć siebie, wręcz chciałabym Cie przekonać że nie warto.
 

 
Cała sprawa właśnie na tym polega że to jest tu w twojej głowie i dlatego tak trudno się tego pozbyć.
U mnie nie ma tak, że ktoś mi to mówi, wręcz przeciwnie, wszyscy zawsze mówią, że jestem szczupła, nawet ostatnio że figurę mam idealną. Ale kiedy ja staje do lustra widzę co innego, widzę za grube uda, zbyt szerokie biodra, tłuszcz, wszędzie tłuszcz. Nie widzę nic co mogłoby dać mi radość, bo wiesz chciałabym zobaczyć kości, wystające kości, to byłoby dla mnie ładnym. Ale nawet jak one wystawały wiesz że ja tego nie widziałam, rozumiesz? Ja widziałam cały czas to samo. Dopiero potem na zdjęciach zobaczyłam te kości, że wystają, nie mogłam normalnie siedzieć, bo kość ogonowa była taka wystająca i wiesz co patrzyłam na te zdjęcia i powoli zaczynało do mnie docierać, boże jak ja obrzydliwie wyglądam: wielkie podkrążone, zaczerwienione oczy, biała cera i te upragnione kości. Wyglądałam jak śmierć, obrzydliwa, taka zniszczona..
Zrozumiałam, że nie chce tak wyglądać, że może niekoniecznie to jest takie najważniejsze, żebym była chuda czarownica.
Ale to nie jest tak, ja każdego dnia toczę walkę ze sobą. Ty wiesz jem śniadanie - zaczynam o tym myśleć dwie godziny wcześniej, potem zjadam ale z ogromnym żalem do samej siebie, z pretensją. A kiedy już zjadam jest mi cholernie żal że to zrobiłam. To nie dzieje się każdego dnia, i kiedy udaje się ja dziękuję Bogu, cholernie dziękuję, bo wiem że to będzie szczęśliwy dzień.
Kiedy nie mam tego szczęścia, kiedy ta czarownica walczy we mnie, chce mnie dalej niszczyć dni zamieniają się w koszmar. Pomyśl jak to jest kiedy Twoje myśli krążą wokół tej jednej rzeczy, wokół cholernego jedzenia!! Tak bardzo trudno jest o tym nie myśleć.
Każdego dnia chce pokonywać siebie, raz będzie się to mi udawało mniej raz bardziej, ale chce! i to chce bardzo, a wiem że jeśli czegoś bardzo pragnę to dostanę to, bo kropla drąży skałę nie dzięki sile, lecz dzięki uporowi.
 

 
Zastanawiam się nad terapią grupową.
W tej chwili jestem pod stałą konsultacją lekarską, mojej lekarz oraz pod opieką poradni specjalistycznych. Z tymże zastanawiam się na grupową terapią, wiem ze moi bliscy pomagają mi jak mogą i będą dalej mnie wpierać, ale wydaje mi się że jak bardzo by nie próbowali to i tak nie do końca są w stanie zrozumieć mój problem, tylko ten kto przeżywa/ł to samo co ja, jest w stanie to zrozumieć.
Wyobraź sobie że koleżanka, która w Twoich oczach jest szczupła, absolutnie normalna, pyta się Ciebie jak odchudzić biodra, no powiesz "jebnij się w czoło", bo patrzysz na nią i widzisz to co Ty widzisz, a nie masz pojęcia jak Ona widzi siebie.
I wiem ze Kochani będą się starali zrozumieć mnie, będą mnie wspierać i pomagać, ale choćby nie wiem jak chcieli, nie są w stanie do końca mnie zrozumieć.
A być może gdybym poznała inne osoby borykające się każdego dnia z tym co ja byłoby mi łatwiej, pomogłoby mi w powrocie do normalności.
 

 
Naprawdę trudno jest zacząć o tym mówić.
Wiesz w tej chorobie jesteś taka inteligentna, taka sprytna, wymyślasz różne historie, a ludzie Ci wierzą, dają się nabrać. Masz tak wiele pomysłów, żeby się ukrywać, żeby się nie zdradzić.
Kiedy postawiono mi diagnozę nie od razu przyjęłam ją do siebie. Ale z każdym badaniem z którym okazywało się, że jest coraz gorzej, bo każda cząstka mojego ciała powoli umiera zaczęłam budzić się z myślą, że to musi się skończyć, a z drugiej strony to coś co wciąż powtarzało, że bycie chudą jest ważniejsze niż cokolwiek innego. I myślałam że zakończę to ale jeszcze troszkę, że już wiem dużo o tej chorobie, więc już mi nie grozi, ale ja jeszcze troszkę podążę do chudości, a potem zacznę mówić.
Przełomem było dla mnie spotkanie z koleżanką, wiem że to gwiazda, która nade mną czuwa przyszła wtedy i pomogła mi się otworzyć - powiedzieć o moim problemie. Wiesz cholernie trudno jest mi o tym mówić, przyznać się do wszystkiego co robiłam. Nie potrafiłam na nią patrzeć w tym momencie, nie wiem może bałam się tego co zobaczę w jej oczach, że nie zrozumie, ale to naturalne bo już zrozumiałam jaka to głupota, którą siebie niszczyłam. To że powiedziałam jej zaprowadziło mnie do tego że postanowiłam kontynuować i tego samego dnia powiedziałam o tym mojej mamie, płakałam, bo jak powiedzieć najbliższej osobie, która kocha Cie ponad życie "Słuchaj pod Twoim okiem powoli się zabijałam". Umiesz? Bo mnie się wydaje że to musi cholernie boleć, choćby sama świadomość tego, że się wcześniej nie pomogło.
Potem opowiedziałam koledze, to też moja gwiazda pomogła mi otworzyć się, bo kiedy pytali mnie o zdrowie, bo widzieli, że coś było nie tak, zawsze z uśmiechem zbywałam "moim świetnym zdrowiem", ale tym razem powiedziałam co się dzieje. Ostatnią osobą której się przyznałam jest moja najlepsza przyjaciółka. Jej też powiedziałam wszystko - płakała, czuła się winna, że nic nie zauważyła, pomyślała że to mogła być jej wina, jej zachowań, ale nie. Nikt nie jest winien temu co się ze mną działo, ja też nie, bo ja też byłam ofiarą. Terapia zaczyna się tam gdzie kończy się obwinianie a zaczyna odpowiedzialność.
Proszę zacznij mówić o swoich odczuciach, emocjach, a wtedy Kochani pomogą Ci. Pomogą Ci się uwolnić z tego labiryntu, w który wpadłaś. Wiesz Oni też cierpią, bo patrzą na Ciebie każdego dnia i widzą, że coś się dzieje, ale nie wiedzą jak Ci pomóc, bo Ty uciekasz przed tym. To dla nich też bardzo, bardzo, bardzo ciężkie.
 

 
Po prostu szukałam sposobu na schudnięcie w biodrach, a trafiłam na blogi oraz "zamknięte fora" prowadzone przez dziewczęta, które wybierają jako cel dążenie do anoreksji bądź żyjące jak bulimiczki. Kiedy to czytasz powiem wulgarnie "ryje Ci banie" - czas kiedy śledziłam, przeglądałam te strony był koszmarny. To nie za mocne słowo. Choć to że je znalazłam dla mnie, świadomej nieco, która już kiedyś miałam takie problemy, już bardziej niż mniej osoby dorosłej, bo 22 letniej (choć śmieć twierdzić z przekonaniem zresztą że lat mam 14, a mentalnie to nawet mówią że 7) mimo że trudno było mi to czytać, by na nowo nie popaść w zamknięty krąg, to po kilku tygodniach psychicznej udręki, kiedy ta czarownica próbowała na nowo zostać moją "jedyną najlepszą przyjaciółką" udało mi się zrozumieć. To mi właśnie pomogło zrozumieć co się dzieje i uświadomiło mi że ja tak nie chce. Nigdy bym świadomie nie dążyła do anoreksji, nigdy bym świadomie nie stosowała bulimicznych praktyk.
Nie rozumiem i nie mogę zaakceptować, że coś takiego istnieje, że są takie strony, gdzie opisuje się własną destrukcje, tym samym wskazując innym jak siebie niszczyć.
Mam Bratanice, ma 5 lat, kocham dzieci, i Ona jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu i wiesz co sobie pomyślałam, że jeśli za 7 lat, jako dorastająca dwunastolatka po prostu zwyczajnie nie chcąc pytać Nas o diety szukałaby w Internecie "Sposobu na szczuplejszy brzuch" i trafiłaby na taką stronę i przez to wpadłaby w sidła choroby, przysięgam, że znalazłabym autorkę tego pieprzonego bloga i osobiście bym ją połamała. Nie mogę się pogodzić z tym, że pozwala się, aby takie strony były w Internecie, ja rozumiem pełna wolność, ale niektórych rzeczy się zabrania, tłamsi się, a temu pozwala się istnieć. Ktoś, kto ma władze nad tym powinien zabronić tego, zlikwidować to. Bo zaburzenia odżywiania to nie tylko kwestie jedzenia, to rujnuje Ci całe życie. Wszystko. Odzyskiwanie sił, powrót do normalności trwa miesiącami, latami i jest bardzo ciężkie. To walka o siebie i o swoje "bycie".
Jeśli jakaś Dobra wróżka przeczyta mnie proszę spełnij moje marzenie i zniszcz to, niech te pobłądzone dziewczęta nazywające siebie motylkami nie niszczą innych. Proszę!
 

 
Byłam u doktora. Nie zwykłam odwiedzać jakichkolwiek gabinetów lekarskich, nigdy nie miałam na to czasu, chęci.. zawsze znalazłam powód by się wymigać. Jednak bóle, które towarzyszyły mi od dłuższego czasu zmusiły mnie do tego.
Wszystko we mnie naprawdę było chore. Dostałam serie badań, w których dalszym ciągu jestem.
To był jeden z tych trudniejszych okresów, choć nie było to dla mnie zupełną nowością. 5 lat temu zdiagnozowano u mnie bulimie - przeszłam terapie i sądziłam, że doszłam do zdrowia, jak się okazało myliłam się. Po raz kolejny trudno mi było zaakceptować to co się ze mną dzieje, że jestem chora.
Bo w tym momencie tkwiłam w bardzo zawiłym labiryncie. Noce były bardzo ciężkie, dni bardzo, bardzo długie, miesiące lata, trudno było szukać w sobie życia. Odbicie w lustrze sprawiało ból, niechęć do siebie.
W momencie kiedy chodziłam do doktora, kiedy byłam badana nadszedł czas żeby zrozumieć co się ze mną działo, że "moja jedyna przyjaciółka" to czarownica. To było zabijanie w sobie życia. Błogosławię gwiazdę - siłę magiczną, która wskazała mi że czas z tym skończyć, że czas poprosić o pomoc. Czas zacząć mówić.
Moim celem było bycie piękniejsza = chudszą. A zostałam z wypadającymi włosami, łamiącymi się paznokciami, suchą ziemistą skórą, poniszczona wewnętrznie na ciele i duchu.
 

 
Najtrudniej jest umieć powiedzieć "POMÓŻ MI".
Po ośmiu latach życia w labiryncie jakim w moim przypadku była bulimia, która jak wiesz jest zamętem odżywczym, będę uczyć się że możliwe jest życie po życiu z zaburzeniami odżywiania.
Chciałabym podzielić się tym z innymi aby oszczędzić każdemu kto zechce mnie przeczytać tego przez co musiałam przejść ja.
Rozpoczęłam walkę o siebie, kiedy zrozumiałam, że nie ma nic ważniejszego ponad zdrowie.
Zdrowie i miłość to najważniejsze i najcenniejsze co możemy posiadać.